- Musiałby być arystokratą. Przypuszczam, że masz na myśli Roberta?

Edward miał nadzieję, że nie będzie musiał jej zabawiać ani dotrzymywać towarzystwa. Była ładna, ale w skromnej szarej sukience ze stójką, zapiętej na ostatni guzik i kończącej się tuż za kolanem, wyglądała jak zakonnica. Mdły kolor nie dodawał życia jej bladej wyspiarskiej cerze. Gdyby nie piękne oczy, jej twarz nie wyróżniałaby się niczym szczególnym. Z włosami surowo ściągniętymi do tyłu przypominała wiktoriańską damę do towarzystwa albo guwernantkę. Była mdła. Co oczywiście nie zwalniało go od dobrych manier, więc uraczył ją jednym ze swych sympatycznych uśmiechów.
- Czy nie powinieneś zająć się gośćmi? - zapytała chłodno.
- Spokojna głowa. Lady Isabell da sobie radę, prawda, cherie?
Strathmore - była czymś, co sprawiało jej pewną przykrość. Z drugiej strony cieszyło ją
jeszcze przeczytać? Może trzeba go będzie przekonywać?
- Dwadzieścia pięć funtów. - Przy tych słowach dotknął lekko palcami jednego z nich.
złodziejkami, a on jej nie zapłacił. Zajrzał do szuflady w konsolce, gdzie trzymał drobne
- Tak. Teraz rozumiem.
mu uroku.
przeciwstawić.
- Nie. - Alec spojrzał niecierpliwie na rozdającego, który znów okrążał stół, kładąc
Obawiał się, że zna odpowiedź. Serce mu się ścisnęło. Och, Becky nie musiała
- Bello. - Ton Emmetta był wyjątkowo łagodny. - Kiedy pierwszy raz nabrało mi się wody w uszy, pracowałem z pani ojcem w ISS. Dlatego pozwalam sobie powiedzieć, że poniekąd czuję się tak, jakbyśmy byli rodziną. Proszę mi więc szczerze powiedzieć, czy na pewno wszystko jest w porządku?
w obcisłą, czarną bluzkę na ramiączkach i jakieś szerokie spodnie. Ale mimo wszystko

Matka zastanawiała się przez moment, wreszcie skinęła przyzwalająco głową i odłożyła gazetę.

- Tak. Zawsze już będzie nasz. I pocałowała go przy wszystkich, co wzbudziło
- W takim razie przyjdź tu jutro w południe razem z Fortem i Draksem. Wszystko
żadnych umiejętności, właściwych młodej damie wysokiego rodu. Nie chciałbym uwłaczać

- I zaakceptujesz mnie razem z moją rodziną i obowiązkami?

- Nic nie szkodzi. - Philip położył jej rękę na zaciśniętej dłoni. - Ja coś już upatrzyłem, w sam raz na ósme urodziny mojego skarbu.
Santos odebrał kopertę i wpatrywał się w nią pełen niezdecydowania. Czy powinien złamać obietnicę daną Glorii? Przypomniał sobie wszystko, co opowiadała mu o matce. Zastanawiał nad konsekwencjami, na które może ją narazić jednym nieprzemyślanym krokiem.
- Przekonaj mnie, że jest inaczej.

Blaque skinął potakująco.

— Nasza Niania jest jednak inna — powiedział szep-
przodu. - A może w pańskiej sypialni?
Niania, co oczywiste, nie robiła śniadania. Był to obo-